wtorek, 26 maja 2015

Dzień Matki



  Często chcemy mieć więcej niż mamy. Często chcemy mieć coś innego niż mamy. Cóż - normalne, taka natura człowieka. Ale często też w tych swoich zapędach zapominamy o tym, co juz mamy i nie doceniamy tego. 
  Dziś Dzień Matki. Kolejny rok, gdy mogę celebrować to święto. W tym roku jednak już nie jestem mamą dla jednego dziecka, ale dla dwójki - Wojtka i aniołka Amelki. Moje wielkie szczęścia. 




  Wojtek, mimo całej tej swojej niepełnosprawności, jest dla mnie najwspanialszym dzieckiem, które potrafi okazać tyle bezinteresownej miłości i dobroci, o jakiej nie jedna osoba może marzyć. Jego szczerość czasem "powala" na łopatki. I nie trzeba tutaj kontaktu werbalnego, z którym jest ciągły problem. Wojtek komunikuje się całym sobą - i ja jako matka wiem, co chce mi przekazać.

  Czas przestać żyć złudzeniami i marzeniami, i czerpać radość z tego, co się ma i pielęgnować te uczucia, bo to one dodają nam sił. 

Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Matki

Pozdrawiam serdecznie
Mama Wojtka 

czwartek, 23 kwietnia 2015

Wiosennie i imieninowo



Wojtek: nadal na antybiotyku,
Mama Wojtka: nadal chora.


Ale dziś wojtkowe imieniny, pogoda dopisuje, więc spacerujemy po parku:



Pozdrawiamy słonecznie

Wojtek z Mamą 

środa, 22 kwietnia 2015

:-(




Jest taki ból, umiejscowiony w każdej komórce,
ból, który sprawia, że serce rozsypuje się na kawałki.
Ból, który wydobywa z wnętrza szloch zagłuszający wszystkie myśli.
Specyficzny ból, dzięki któremu wiem, że jestem, że pamiętam.
Ból, który może odczuć tylko matka po stracie swego dziecka.


(*)

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

1% podatku



   Pozostało jeszcze trochę czasu, więc przypominamy się:



piątek, 17 kwietnia 2015

Angina - gadzina



Wojtek - chory,
Mama Wojtka - chora.

  Załamana jestem. Od wczorajszego wieczora walka z gorączką u dziecięcia. Kolacja wczoraj już atrakcyjna nie była, za to przeciwbólowy syrop i owszem. Dopiero po jego podaniu Wojtek skusił sie na posiłek.
  Noc ciężka, w większości nieprzespana, z wysoką gorączką oscylującą w granicach 39 stopni.
Rano wizyta u lekarza i coś, czego jeszcze nie było w repertuarze - angina!!!!.
I co? - znów antybiotyk, bo ropa "zawaliła" całe gardło.
  Dzisiejszy wieczór - temp 39,2. Walka ma była zawzięta i mamy 37,8. Oby już tak do rana zostało i nie rosło, niech się mały wyśpi.

  Skąd się to wzięło? Nie mam pojęcia. W poniedziałek odebrałam Wojtka z przedszkola z katarem, którego rano jeszcze nie było. Wtorek, środa - walka z glutem - wg mnie była całkiem udana, bo nic nie wskazywało na pogorszenie aż do następnego dnia i dzisiejszej diagnozy. Boję się, że znów będzie takie błędne koło jak w ubiegłym roku: Wojtek chory, leczenie, poprawa, powrót do przedszkola i powtórka, bo po chorobie dziecię osłabione łapie wszystko co można złapać.

  Najzabawniejsze w zespołowych dzieciach jest to (wnioski po własnych doświadczeniach,  rozmowach z mamami i czytaniu podobnych historii), że nawet gdy mają wysoką gorączkę, bóle itp jakoś zbytnio się nie skarżą. Przechodzą nad tym do porządku dziennego, wkomponowują te utrudnienia w życie i jest jak gdyby nigdy nic.
  Przykłady? Oczywiście - proszę bardzo, choćby z dzisiaj: temperatura około 38 stopni - Wojtek tańczy, biega, bawi się. Każe włączyć sobie "Samoloty 2". Ogląda zafascynowany i przejęty wykrzykując co chwilę "wajaj" - co w tłumaczeniu oznacza "uważaj" ;-) . Żadnego skarżenia się, żadnego jęczenia. Dopiero temperatura 39,2 była tym impulsem aby położyć się pod koc i dalej kontynuować oglądanie bajek. 


  Weekend zapowiada się fascynująco. Będziemy siedzieć zabunkrowani w domu, kurując się, aby jak najszybciej dojść do zdrowia. Trzymajcie kciuki, aby nie było już gorzej, bo lekko zmęczona jestem. 


Dobranoc
Mama Wojtka