poniedziałek, 30 marca 2015
Szpitalnie
Dziś około południa Wojtas trafił na oddział pediatryczny. Nie udało się wykręcić, więc tym razem to Tata z nim przebywa. Ja po raz pierwszy mam wolne.
niedziela, 29 marca 2015
Coś napisać trzeba
Jak tu zacząć???
Wojtkowe wyniki krwi są złe. Bardzo mała ilość leukocytów - dostaliśmy skierowanie na oddział, gdyż nasza pediatra powiedziała, że nie może nas zostawić z tym w domu. Na skierowaniu jedno słowo - leukopenia. Oczywiście ja już dopytuję, czy to przypadkiem nie to najgorsze, ale inne parametry są w normie, więc ... pozostaje czekać.
Poszliśmy na oddział. Pełny był - za to Wojtas bardziej żywotny i nawet na nogi stanął - ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu. Z zaleceniami wróciliśmy do domu, czekając na powrót na oddział w poniedziałek.
Szaleństwo Wojtka zaczęło sięgać zenitu. Ozdrowiał - wystarczyła wizyta na SOR-ze :-)
Teraz poddenerwowani czekamy na poniedziałek, choć juz rozmowa z lekarzem w szpitalu uspokoiła mnie. Prawdopodobnie ta paskudna infekcja, która męczy Wojtasa od tygodnia jest sprawcą tego bałaganu we krwi. I tego się trzymam.
Buziaki przesyłam za te ciepłe fluidy kierowane w naszą stronę
Mama Wojtka
czwartek, 26 marca 2015
:-(
Wojtek od wczoraj nie chce chodzić . Ból nóżki jest widoczny, gdy tylko na nią (lewą) stanie, od razu płacz ogromny jest. Oczywiście ja najgorsze wizje mam już w głowie, bo przecież wiem, czym może się to skończyć u dzieci z zespołem. Niby staram się ukryć swoje obawy gdzieś tam z tyłu głowy, ale one jednak wracają - skradają się i atakują w najmniej spodziewanym momencie.
Jednak brak używania nóg nie powstrzymuje Wojtka od przemieszczania się po mieszkaniu. Jeździ na pupce, czworakuje i dostaje się dokładnie w te miejsca, w które chce. Jest tylko strasznie zmęczony. Przesypia całe noce i dodatkowo kilka godzin w dzień.
Czekamy na rozwój sytuacji ... martwi mnie to wszystko.
wtorek, 24 marca 2015
Sezon na chorowanie
Od końcówki stycznia był spokój. Cichutko, nic się nie działo. W lutym zaliczyliśmy turnus, Wojtek chodził do przedszkola, pokochał to tak bardzo, że juz sam do sali wbiegał, aż w końcu zaatakowało z zaskoczenia. I to tak konkretnie - z wysoką gorączką, silnym bólem gardła i mega katarem. I oczywiście w repertuarze broni - antybiotyk.
Po dwóch dniach wojtkowego kichania i prychania wokół na wszystkich, u mnie pojawił się ból gardła i stan podgorączkowy - cuuuuuuuuuuuudnie. Jeszcze tego mi brakuje do kompletu. Zakasać rękawy i walczyć - taki mam zamiar.
Pozdrawiam wiosennie
Mama Wojtka
poniedziałek, 23 marca 2015
Subskrybuj:
Posty (Atom)



