poniedziałek, 23 stycznia 2012

20

Wpis archiwalny z 17 grudnia 2010

Dostałem organki, takie fajne z odgłosami zwierząt. Bardzo, ale to bardzo je lubię. Mogę tak siedzieć i przygrywać pół dnia.

Muzyk ze mnie pierwsza klasa.



Wpis archiwalny z 24 września 2010 roku

Gdzie byliśmy gdy nas nie było ... 




W minionym tygodniu bylismy przez kilka dni nad morzem. Chłopina nas zabrał, abyśy mogli sobie odpocząć od codzienności i chociaż na chwilę oderwać się od rzeczywistości. Wybraliśmy wyjazd nad morze - głównie z powodu Wojtka, gdyż dla niego oddychanie jodem jest bardzo wskazane. Poza tym, ja również lubię szum fal, które koją duszę swym dźwiękiem.





 Spacerowaliśmy plażą, cieszylismy się sobą. Było wspaniale. W pierwsze dni pogoda dopisała, w ostatni natomiast, jakby wiedziała, że wyjeżdżamy - żegnała nas deszczem.





  Wojtuś też odczuł, że jesteśmy w innym miejscu, ale kłopotów z nim nie było. Stała się natomiast rzecz bardzo ważna i ogromnie emocjonująca. Przebiła się pierwsza dolna jedynka. Jesteśmy wszyscy tak z niej dumni, że nie sposób to opisać. Oczywiście odczuwane jest już jej pojawienie się, gdyż ugryzienia są bardziej bolesne, ale czego nie zniesie się przy dziecku ??

  Wojtuś rośnie jak na drożdżach. Przekroczył już wagę ośmiu kilogramów, więc jest co nosić i moje plecy nie pozwalają o sobie zapomnieć nawet w nocy.



Buziaki wszystkim przesyłamy ogromniaste, z promieniami ciepłego słoneczka, które świeci za oknem:

Wpis archiwalny z 20 sierpnia 2010 roku

Wojtusiowe story...

Dziś byliśmy na kontrolnym badaniu serduszka. Echo potwierdziło moje przypuszczenia .... wszystko jest w porządku!!! Nie ma płynów w osierdziu, nie ma przecieków, leków już nie muszę podawać. Jestem w siódmym niebie. Nawet nie wiecie jak się cieszę, ale w głębi serducha (własnego) wiedziałam, że będzie dobrze, bo Wojtek tak dobrze dochodzi do siebie. Każdego dnia jest bardziej aktywny, więcej "mówi". Jestem przeszczęsliwa, gdyż chciałabym, aby to wszystko, co wydarzyło się na przełomie lipca i sierpnia było tylko złym wspomnieniem, o którym przypomina tylko - nawet nie tak źle wyglądająca - blizna.



  Moje Słonko przesyła Wam moc uśmiechów i podziękowania za dodawanie otuchy, trzymanie kciuków i wszystkie miłe słowa do nas kierowane. DZIĘKUJEMY.

Wpis archiwalny z 10 sierpnia 2010 roku

Po operacji 


 Wczoraj po godzinie 22:00 byliśmy w domku. Wreszcie u siebie, wreszcie w spokoju, wreszcie z naprawionym serduszkiem Wojtusia. Operacja przebiegła bez komplikacji, pobyt na oddziale też ... nie było juz potrzeby przebywania w klinice, więc wypuszczono nas do domku. Wszelkie badania, parametry w normie - z czego bardzo się cieszę. Wojtek jednak bardzo przestaszony jest i zapewne kilka dni nam zajmie wyciszenie się i odpoczywanie, ale naważniejsze, że już u siebie.